Archive for Listopad, 2013

Parę fotek z końca świata

ObrazekObrazekObrazek

Łatwo nie jest

 

Dziwny to kraj . Ponieważ ciągle czasowo żyjemy czasem polskim wstajemy dość wcześnie . Aby zapełnić czas postanowiliśmy pójść na poranny spacer tak około 7.30. Miasto o tej porze wygląda na wymarłe . Sklepy pozamykane, nawet spożywcze . Na ulicach ruch zerowy , a to przecież środek tygodnia . Tu życie toczy się w zupełnie innym rytmie . Sklepy otwiera się najwcześniej od 8.30 w ciągu dnia pomiędzy 12 a 15 jest przerwa , choć przedział czasowy jest rożny zależnie od upodobań właściciela. Trzeba dość sporej wiedzy, aby trafić na czynny sklep. Jedno co się potwierdziło to to jak silne są tu wiatry. Jadąc rowerem ze sporej górki trzeba pedałować, aby jechać . Po raz pierwszy jadąc rowerem pod sporą górkę nie musiałem pedałować, wystarczyło halsować, a rower i 40 kilowy bagaż sam jechał. Z powodu zmęczenia zanocowaliśmy przy drodze. Kiedy kładliśmy się spać było zielono. Poranek powitał nas śniegiem, który pokrył namiot i okolice. Pożytek był z tego taki, że udało się domyć śniegiem naczynia.

Obrazek

Cięzkie początki

 

Brak doświadczenia i nadmierna fantazja dają straszne wyniki . Bez doświadczenia i zaprawy zafundowaliśmy sobie traumatyczne przeżycie. Sam wyjazd z Ushuiaia był straszny . Połączenie 20 kilowych rowerów z 30 kilogramami bagażu i kondycją pracownika biurowego dało zastraszające połączenie . Aby dodać sytuacji dodatkowego dreszczyku wyjazd z miasta połączony jest z pokonaniem dwóch przełęczy – na ok 300m druga ponad 400 m a start jest z poziomu morza . Drugi już dzień z kolei kończymy ledwie żywi . Ten ciągły ból mięśni rekompensują wspaniałe widoki gór z ośnieżonymi szczytami i budzącej się z zimowego snu zieleni .Ptaki śpiewają nieprzerwanie . Wiosna szaleje na całego. Jak na razie bycie rowerzystą w tym kraju sprawia wiele przyjemności – większość kierowców widząc naszą mozolną wspinaczkę na podjazdach pozdrawia nas machając lub dając sygnał klaksonem. Mijani policjanci na posterunkach wymieniają z nami życzliwe uśmiechy .Już drugi dzień z kolei nabywamy doświadczenie w pakowaniu i w biwakowym życiu . Każdy nowy nocleg przynosi nowe rozwiązania i zmiany w ułożeniu bagażu.

 

Apropo bagażu postanowiliśmy wysłać nasze plecaki do miasta Mendoza . Co wiązało się z operacją logistyczną – wysyłka w języku hiszpańskim . Pierwsza część poległa na znalezieniu odbiorcy w mieście Mendoza . Wybraliśmy dwa hostele nie kierując się niczym . Telefon do pierwszego zakończył się niepowodzeniem (kobieta rozumiała tylko słowa rezerwacja) . Za to drugi telefon był zupełnym zaskoczeniem . Odebrała Pani, która po krótkiej rozmowie spytała czy mówię po polsku . Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu moją rozmówczynią okazała się Polka .

 

Po uzyskaniu potwierdzenia o odebraniu naszego bagażu przez hostel pozostało tylko wysłać sprzęt. Poczta stanowi ciekawe połączenie urzędu celnego i zwykłej poczty . Każda paczka, która ma opuścić to miasto musi być odprawiona przez celnika . Dopiero po pozytywnej ocenie tego co mamy w paczce można ją zamykać . Paczka musi być opakowana w szary papier . Oczywiście poczta nie prowadzi sprzedaży takiego papieru . Na pytanie gdzie kupie taki papier pracownik poczty wskazał mi przez okno sklep – otwierany dopiero za pół godzinny- i tak odczekawszy przed sklepem zapakowaliśmy przepisowo naszą paczkę i wysłaliśmy . Dokąd dowiemy się za parę miesięcy. ObrazekObrazekObrazek

(więcej…)