Chwila odechu

 

No i tak mamy dwa dni popasu . Naukowo nazywamy to regeneracją, a tak naprawdę to obżarstwo i dostęp do piwa. Te dwa słodkie dni szybko mijają i trzeba ruszać w drogę . Pogoda z rana całkiem -całkiem. Pada deszcz ze śniegiem i wieje z pięćdziesiąt na godzinę . Ale i tak ruszamy.
Jedzie się całkiem dobrze po paru godzinach dojeżdżamy do Cerro Castillo A tam w dolinie wiatr uderza z taka siłą że Grażyna nie jest w stanie jechać. Pora na przerwę w podróży. Zaczyna się szukanie noclegu . Dookoła tylko pustka i nie ma gdzie się schronić przed wiatrem. Pytamy właściciela sklepu czy można rozbić się za jego domem. Mówi, że nie ale wskazuje nam miejsce koło zagrody dla krów. Miejsce osłonięte przepustem do załadunku bydła . Skoro nie mamy innego wyjścia to rozbijamy namiot w doborowym towarzystwie rudych niezwykle miłych krów . Następny dzień przynosi jeszcze silniejszy wiatr . Skoro jest sklep w miejscowości postanawiamy zostać dzień dłużej . I tak na upojnym lenistwie mija kolejny dzień . Następny ranek nie przynosi poprawy więc nie ma co czekać- ruszamy . Tradycyjnie pod wiatr , tyle że jest dość słaby 50 km /h Powoli ciągniemy do parku. Po drodze spotykamy rowerzystę Rosjanina miło po ,,baltac,, po rosyjsku. Już tylko jeden nocleg w punkcie widokowym – mam cały zachód słońca na fotki- i jutro powinniśmy dotrzeć do paku. Do parku dojeżdżamy koło pierwszej zakup biletów i dalej do kempingu. Dalszy przebieg wydarzeń wymaga pewnego wyjaśnienia. Nasze plecaki zostały wysłane do Mendozy, aby czekały na naszą próbę ataku na Akongakue. W informacji o parku przeczytałem, że cały potrzebny sprzęt mogę wypożyczyć na miejscu. Ba nawet obsługa przy kasie biletowej zapewniła mnie, że pożyczenie plecaka nie stanowi problemu. I tak rowerami docieramy do kampingo-hotelu. A tutaj Obsługa mówi, że i owszem karimaty namioty i śpiwory od ręki, ale plecaki wykluczone. Cały misterny plan powoli zaczyna się walić . Bez plecaków trzeba będzie spinać pasami sakwy i tak wędrować. Taka perspektywa rysuje się wręcz przerażająco. Przy budynku widzę trzy załadowane rowery. Wpadam do knajpy w hotelu i pytam kto nimi przyjechał . Mam nadzieję, że rowerzyści mają informacje o tym gdzie można zakombinować plecaki. W krótkiej rozmowie przedstawiam sytuację spotkanym Anglikom i w odpowiedzi słyszę – ,,Mamy jeden niepotrzebny plecak chodź to ci go dam”. I tak stajemy się posiadaczami starego i dobrze wysłużonego plecaka . Ale jaka to radość. Szybka selekcja i wybieramy najbardziej potrzebne rzeczy i próbujemy zapakować do jednego plecaka . Obraz wręcz rozpaczliwy. Wygląda to jak samo nieszczęście. Plecak cały obwieszony na szlaku zwracamy na siebie delikatni mówiąc uwagę. Pasy od plecaka wrzynają się w ramiona, a pas biodrowy nic nie trzyma. I tak wleczemy się, ja jak wóz cyrkowy, Grażyna z naszą kuchnią na plecach. Liczymy na oszałamiające wrażenia. Pierwszy dzień w parku nie przynosi wielkiego zachwytu. Może to przez to że już za dużo widzieliśmy. Ale liczymy na to, że jutrzejszy dzień wynagrodzi nasz wysiłek.

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

 

Cerro Castillo

 

Obrazek

 

Nasz nocleg  w doborowym towarzystwie – rano całość towarzystwa wywieźli dalej

 

 

 

 

 

 

Obrazek

 

Ma być stacja benzynowa

 

 

 

Obrazek

 

A tak wygląda stacja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ObrazekObrazek

 

 

 

Obrazek

 

A Lamy i tu i tam

 

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: