No to na rowery

Pomimo dwóch nocy odpoczynku z parku wyjeżdżamy zmęczeni i głodni. Dzięki ładnej pogodzie (pada deszcz, nie wieje) – trasę do Cerro Castillo pokonujemy w jeden dzień. U lokalnego biznesmena, który prowadzi restaurację ze sklepikiem i wymianą waluty dla turystów żywimy się i ogrzewamy. Jest już wieczór, więc znajdujemy miejsce na nocleg (dużo lepsze niż ostatnio w tej miejscowości) i postanawiamy przeczekać do jutra z przekroczeniem granicy. Rano mocno wieje , ale po raz pierwszy to dobra wiadomość, bo według mapy mamy jechać zgodnie z kierunkiem wiatru. Ludzieeee jaka to frajda pod górkę bez pedałowania a na płaskim 36 na h i to 50 km . Następnego dnia powtórka tylko na szutrowej drodze, rowery same lecą . Mijamy bardzo ładny widok na Torres – chyba najfajniejszy. Po drodze widzimy flamingi. To jest ostatni dzień z wiatrem . Jutro zmiana kierunku i znowu pod wiatr. Postanawiamy zmienić taktykę , wstajemy z samego rana i liczymy na to, że wiatr zaśpi. No cóż wiatr jest dość sprytny i po godzinie jazdy jest z powrotem . Jak tak to my postanawiamy zostać i drania przeczekać . Jest całkiem ładne miejsce w rowie koło drogi . Teraz mamy nowy plan – przeczekamy do wieczora i zaatakujemy nocą . Godzina 19.00 wieje średnio więc startujemy .Tylko wyszliśmy na drogę, a tu z przeciwka jedzie trójka rowerzystów . Chłopak z Kanady i dwie dziewczyny . Jak to przy takich spotkaniach wymiana doświadczeń . Przekazujemy informacje o problemach w parku i o zdobytym plecaku . Kanadyjczyk zaskoczony informacją o problemach z plecakiem – zamierzał przejść Torres. I tu następuje przekazanie plecaka następnemu turyście , który przyjmując plecak obiecuje przekazać go następnemu w potrzebie .

No i mamy go . Tym razem go oszukaliśmy . Jechaliśmy do 1 w nocy przy świetle pełni księżyca . I udało się zrobić część, o której ostrzegali nas inni, że silny wiatr prosto w twarz. Ta nocna jazda wydaje się całkiem fajna . Samochodów właściwie nie ma , wiatr prawie nie wieje, a i zachód słońca całkiem fajny. I tak dzięki skomplikowanej taktyce jesteśmy w Calefate przed świętami i spędzimy ten czas na totalnym lenistwie – chyba ?

ImageImageImageImage

Niespodziewany gość w namiocie

Image

Image

Image

To jest księżyc – nie słońce

Comments on: "No to na rowery" (3)

  1. O tego robal to ja bym nie przeżyła.

  2. Chętnie bym spróbował tej wędzonki !! Bo mi tu wszyscy zakazują..
    Radosnych Świąt Bożego Narodzenia !! Ciekaw jestem, ile dań przygotujecie sobie na wieczerzę wigilijną ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: