Archive for Marzec, 2014

Pielgrzymka

Rozmowy na kempingu w Mendozie dały kolejną zmianę planów. Początkowo dalej mieliśmy jechać Ruta 40, ale para Kanadyjczyków przekonała nas do zmiany trasy. Jedziemy na księżyc . Całkiem przypadkiem trasa wiedzie przez lokalne Sanktuaria . A ci co mnie znają wiedzą, że będę pierwszym świętym ateistą Puszczam oczko. Widziałem w życiu wiele , bardzo wiele świętych miejsc , ale trzeba przyznać, że wersja argentyńska najbardziej do mnie przemawia . Mam tylko nadzieję, że nowy Papież z Argentyny wprowadzi choć grile koło każdego Kościoła lub Sanktuarium . Tutaj nauczono się łączyć część duchową z cielesną powłoką .  Każda większa kapliczka, a na pewno każde Sanktuarium ma część ze stolikami i grile . Ale zacznijmy od początku . Trasa z Mendozy do San Juan przebiegła bardzo przyjemnie

P1100558

P1100564

Od San Juan  miłe zaskoczenie – jest ścieżka rowerowa , i to w  pełnym wypasie. Jedynie zamiast mostów są przeprawy terenowe .

P1100557

Wzdłuż całej trasy biegnie stara kolej żelazna . 

P1100561

Jest i pierwsza kapliczka. To nasz stary znajomy, którego spotykamy od dawna . Jest kapliczka  i całe grilowe zaplecze .

P1100565

P1100569

Czy myślicie, że to jest złomowisko .  Och jak ludzie w Europie  są bardzo ograniczeni . To jest kaplica opiekuna podróżnych . Każdy kto chce opieki powinien zostawić choć część  swojej maszyny, a najlepiej całą w tym świętym miejscu .

_1100574

No i docieramy . To jeden z najważniejszych punktów naszej pielgrzymki . Postać ta towarzyszy nam od dawna . Na początku nie bardzo rozumieliśmy przesłanie, ale dzięki znajomej z Polski (Renacie) choć troszkę rozumiemy co tu się dzieje. Opiece tej świętej można powierzyć prawie wszystko .

P1100577P1100588P1100579P1100580P1100582P1100587

Sale gromadzące wota dziękczynne obejmują prawie wszystko . Od nagród za wygraną w zawodach przez wdzięczność za dzieci ,domy, samochody  i wszystko o czym marzy każdy człowiek na świecie .

P1100597

Kiedy zbliżaliśmy się do tej kapliczki pierwsza   myśl była taka, że to flaga Polski. Potem kiedy zobaczyłem kolor żółty myślałem, że to Warszawa, a to tylko tylko Fatima.

P1100599

Trasa była tak piękna, że miłośniczki kwiatów zostałyby tu na zawsze.

P1100600

Choć  czasami  takie miłe istoty  spotykaliśmy.

P1100601

 

P1100604

P1100607

A po drodze były kolejne kapliczki poświęcone tym razem dzieciom.

 

P1100609P1100610

A oto kolejne Sanktuarium tym razem poświęcone podróżnym

P1100612_1100618P1100627

Dalsza droga jest wręcz urocza , pomijając namiastki mostów, czyli przeprawy przez wodę

P1100629

A oto solar rower – wiatru zbyt silnego nie ma więc solar jedzie na bagażniku

P1100644P1100645

Mosty to przeżytek tutaj obniża się drogę i jest OK

 

P1100647

Co by nie było.: jest informacja o miejscu gdzie można odebrać telefon.P1100650

 

Ktoś drogę  ……………….

P1100651

Marzec a choinka jak nowa

Reklamy

Polak za granicą cz. II

Ach co tu dużo pisać . Może Ci, którzy są szczególnie twardzi pamiętają wpis z początku naszej podróży . Pewnie poza mną nikt nie wie co się wtedy wydarzyło. Dla przypomnienia .: po wylądowaniu w Ushuaia  , i przejechaniu paru metrów z bagażem , postanawiamy wysłać nasze nadwyżki do Mendozy.  Wybieram w internecie trzy hostele . Pierwsza rozmowa jest porażką , dziewucha w ząb po angielsku, ja prawie nic po hiszpańsku. W połowie rozmowy daję za wygrana i dzwonię do drugiego nominowanego hostelu . Daję radę wysupłać ze dwa zdania jak słyszę w słuchawce : “czy przypadkiem nie mówię po polsku?” . Co za zaskoczenie tam gdzieś  po drugiej stronie słyszę polski język . Rozmowa nie była zbyt długa, bo prawie cały czas uzyskiwałem odpowiedzi na tak . To było jak wygrana w totka . Jeden los na chybił trafił i jest. Fakt faktem wysyłaliśmy paczkę z pewnym lękiem w końcu miała u kogoś przeczekać parę miesięcy ,  no ale o jechaniu z tymi  tobołami nie było mowy .

Miesiące mijały, a my nieuchronnie zbliżaliśmy się do naszej przesyłki.Grażynę tradycyjnie prześladowały czarne wizje , a mnie jakoś było obojętnie .

No  i jest ten dzień , ranek w Mendozie wysiadamy z autobusu i lecimy do hostelu.

A nie będę się rozwlekał na temat tej znajomości .  Nie wiem czemu , czy to kwestia góralki z pod Żywca, czy mieliśmy szczęście,  ale  Pani Ania ( piszę Pani tylko przez szacunek, bo po imieniu byliśmy po 10 min ) okazała się wspaniałą osobą .

Oby każdemu kto jest ,  będzie w podróży choć cząstka takiego rodaka była dana do spotkania.

Mendoza cz.II

Po  powrocie z gór mieliśmy sobie wypocząć w hostelu w Mendozie . Ale trzy dni w hostelu  nie dały nam za bardzo wypocząć . Hostel to świetna sprawa – można się rewelacyjnie bawić do 6 rano , poznać ciekawych ludzi ,ale wypocząć- nie ma takiej możliwości . Nie było sensu dalej siedzieć w hostelu, więc ruszamy . Jesteśmy po dość długiej przerwie w jeździe rowerem . Początek jazdy jest dość trudny , więc szybka decyzja szukamy kempingu. To są zazwyczaj miejsca dość spokojne. Lądujemy niedaleko Mendozy na kempingu o mocno wygórowanych cenach, ach trudno jakoś to zniosę i zostajemy na trzy noce . Wybieramy pierwsze zaproponowane miejsce – wiata kryta strzechą. Pierwszego dnia nie zorientowaliśmy się, że jest to nocleg pod Kotem , z dwojga złego lepiej pod kotem niż pod psem. Kiedy następnego ranka jedząc śniadanie zobaczyliśmy jak cała rodzinka ( matka i cztery małe kocięta) schodzą z naszego daszku po drzewie zrozumieliśmy, że mamy sąsiadów. Młode jeszcze zupełnie  nieporadne, z ciągłym miałczeniem powoli schodziły na dół, a tak dokładnie to spadały. I tak już codziennie przy każdym naszym posiłku mieliśmy młode towarzystwo.

P1100536P1100546

Na dachu widać rodzinkę

P1100550P3120336

Prosta i tania doniczka balkonowa  z butelki PET

P3150342

P3120337

A jak pies z kotem tu ma inne znaczenie

P3180343

A w całym okręgu odbywają się zbiory winogron – ciężarówki mkną pełne surowca na WINO

P3180344

Pisane  dziwacznie, ale  Grażyna doczekała się swojej reklamy

Piękne policjantki i przystojni policjanci

Już wiele razy o tym pisaliśmy, ale lubię się powtarzać. Argentyna i Chile to kraje gdzie ludzie bez przerwy się do siebie uśmiechają. A już na pewno uśmiechają się do turystów. Tacy jak my, już po pierwszym miesiącu podróży mają twarze wykrzywione w kształcie bananka (położonego do góry).

Zawsze z czułością i dużą sympatią wspominamy spotkane po drodze policjantki, policjantów, strażaków, celniczki, celników i ogólnie służby mundurowe.

Jadąc dzisiaj jeden z nich rozbawił mnie do łez. Już z daleka widzę jadący motor z niebieskim kogutem. Policjant jedzie na akcję, ale mijając mnie miał czas, żeby do mnie przyjaźnie pomachać. 

Parę tygodni temu jak zwykle rozbiliśmy namiot na poboczu drogi.  Podjeżdża wóz policyjny. Ocho będą kłopoty.  Wysiada trzech Panów. Dobry wieczór, skąd jesteście, dokąd jedziecie? Fajne rowery, czy czegoś nie potrzebujecie? …Inny świat.

Normą jest, że na końcu miejscowości stoją patrole policji. Zawsze gdy ich mijamy uśmiechają się i krzyczą dzień dobry..

Wchodząc w  góry koło Acongacua spytaliśmy się policjanta gdzie tu można kupić coś do jedzenia. Skierował nas do… kucharza w swojej jednostce.

Celniczki przeglądają nasze bagaże tak, żeby czegoś nie znaleźć,  a celnicy wchodzą w dyskusję na  temat podróży lub rowerów..

Dziwny to świat. Policjanci są tu naprawdę pozytywnie nastawieni do ludzi .

Polak za granica cz. 1 Obrazili nasz kochany Kraków

 

Kiedy przygotowywałem informację o Buenos Aires natknąłem się na informację o knajpie  o nazwie Kraków . Pierwsze pomyślałem świetnie, jest szansa na spotkanie Rodaka i pogadanie . Poza tym Kraków zawsze dobrze mi się kojarzył . Teraz już wielu nie pamięta, że kiedyś było niewiele miast gdzie tętniło nocne życie . Ale w Krakowie   w knajpkach do rana można było tańczyć na  stołach . Tak więc doświadczenie mówiło nam, że warto wpaść do Krakowa . Trasę zwiedzania tak przygotowałem, aby koniecznie wpaść do knajpki.

Po południu trafiamy do knajpy – jest napis Kraków. Przed wejściem stoi dwóch Panów  . Głośno komentuję do Grażyny ‘’Jest Kraków, a gdzie smok’’. Obaj Panowie odchodzą od drzwi bez jednego słowa. Droga wolna, więc wchodzimy . Wystrój jak na lokalne warunki dość dopracowany i lekko ponury . W środku tylko my i obsługa . Oglądamy wystrój i szukamy choć bazyliszka jak smoka u bram zabrakło. W pierwszym momencie nie udaje się nam go znaleźć, ale poczekajmy.  Siadamy  za stolikiem i zamawiamy piwo i zupę ogórkową . Zaintrygowani jednak wiedzą,że właścicielem jest Polak   pytam kelnerkę o nazwisko szefa . I tu totalna rozwałka. Szefem okazuje się jeden z facetów, który na komentarz o smoku dał dyla . Ja zaczynam myśleć jak wielkim Fo-pa jest pytanie o smoka . Tu się jednak dopiero zaczyna. Facet zaczepiony przez kelnerkę  pyta ponurym głosem po hiszpańsku o co chodzi . On jest tu szefem.  Pytamy czy mówi po polsku . Pada odpowiedź, że tak. W tym momencie poczułem się jak komornik na wizycie u gościa . Próbujemy nawiązać jakąś rozmowę, gość delikatnie mówiąc powściągliwy . Jego polski wskazuje, nie jak powiedział na 10 lat pobytu w Argentynie, ale na czwarte lub piąte pokolenie emigrantów z Polski. W czasie rozmowy mam wrażenie, że gorszego klienta niż ‘’rodaka’’ sobie właściciel  nie życzy. Dzięki szczerej niechęci rozmowa szybko zanika i po udzieleniu nam odpowiedzi na trzy pytania pozostawiamy namiastkę smoka w spokoju.

Nie wiem czemu i po co ktokolwiek kładzie na stół wielkie slogany i hasła. Wyciera gębę  Polską , kiedy jego ‘’ rodak ‘’ go tak bardzo boli . Knajpę można było nazwać w dowolny sposób.  Po co używać imienia wielkiego miasta dla przykrycia swojej małości  .

Jeśli zapragniesz drogi wędrowcze namiastki Polski w czasie podróży w Buenos Aires , wstrzymaj  się i poczekaj na powrót do kraju. I wtedy pojedź na południe Polski do starego miasta gdzie poczujesz się mile widziany .

 

P.S.

Do wizyty w Buenos razem z Grażyną wypiliśmy pewnie cysternę piwa w Argentynie  , ale dopiero w tzw. ‘’Krakowie ‘’ dostaliśmy piwo z dolewką  wody .

P1100114

To miejsce omijamy

Trochę to działa na nerwy

Och, nie macie pojęcia jak to denerwuje jak ktoś urządza polowanie na ‘’’’białego”. W Argentynie i Chile są dwa cenniki . Tubylec – turysta. Wjazd do parku dla lokalsa  50 peso, obcy 130 peso . Camping 80 lokals ,120 obcy. Czemu nikt w Europie nie każe dopłacać do biletów  tym co mają takie regulacje . Może wtedy byłoby normalnie . Kasa pokazujesz paszport i jak Argentyński to 150 % na plus – gdzie równowaga na tym świecie.

Hostele

Postanowiłam jeszcze raz napisać o hostelach.  Mam dużo zapytań w tym temacie.
I tak.: hostele to coś więcej niż nasze schroniska młodzieżowe (agroturystyka też), a miej niż hotel. Cena pośrednia, tzn. tutaj płacimy za hostele od 24zł do 60zł od osoby.
W hostelu ważym miejscem dla każdego turysty jest kuchnia. Przeważnie  są naczynia, garnki, sztućce itp. Jest kilka kuchni gazowych, jedna  lub dwie duże lodówki, w których można przechowywać swoje produkty. Tutaj można sobie gotować do woli, a jak ktoś chce i lubi nawet upiec ciasto.
W hostelach są pralki, gdzie każdy może sobie uprać stargane rzeczy. W zależności od hostelu jest to usługa płatna – 2,40zł lub wliczona w cenę.
Sale do spania.: od pokoi pojedynczych, dwu osobowych do sal wieloosobowych. Cena zależna od tego czy w sali znajduje się łazienka.
W hostelach spotykają się turyści, którzy wymieniają się doświadczeniami z podróży, zawierają nowe znajomości itp.
W wielu z nich znajduje się basen, taras, 
Kierownictwo hosteli organizuje wycieczki samochodowe, rowerowe, konne, spływy kajakowe, raftingi itp. Często organizowane są wieczorki np.: pierogowe, grilowe, taneczne itp.
Wiek ludzi od kilkunastu do kilkudziesięciu lat.
Tutaj każdy znajdzie swoje miejsce: od wspólnego pokoju z tv, internetem do jadalni. W cenę hostelu wliczone są śniadania.
Często można tu kupić wino, piwo i coś do przekąszenia.
Polecam.