Kiedy przygotowywałem informację o Buenos Aires natknąłem się na informację o knajpie  o nazwie Kraków . Pierwsze pomyślałem świetnie, jest szansa na spotkanie Rodaka i pogadanie . Poza tym Kraków zawsze dobrze mi się kojarzył . Teraz już wielu nie pamięta, że kiedyś było niewiele miast gdzie tętniło nocne życie . Ale w Krakowie   w knajpkach do rana można było tańczyć na  stołach . Tak więc doświadczenie mówiło nam, że warto wpaść do Krakowa . Trasę zwiedzania tak przygotowałem, aby koniecznie wpaść do knajpki.

Po południu trafiamy do knajpy – jest napis Kraków. Przed wejściem stoi dwóch Panów  . Głośno komentuję do Grażyny ‘’Jest Kraków, a gdzie smok’’. Obaj Panowie odchodzą od drzwi bez jednego słowa. Droga wolna, więc wchodzimy . Wystrój jak na lokalne warunki dość dopracowany i lekko ponury . W środku tylko my i obsługa . Oglądamy wystrój i szukamy choć bazyliszka jak smoka u bram zabrakło. W pierwszym momencie nie udaje się nam go znaleźć, ale poczekajmy.  Siadamy  za stolikiem i zamawiamy piwo i zupę ogórkową . Zaintrygowani jednak wiedzą,że właścicielem jest Polak   pytam kelnerkę o nazwisko szefa . I tu totalna rozwałka. Szefem okazuje się jeden z facetów, który na komentarz o smoku dał dyla . Ja zaczynam myśleć jak wielkim Fo-pa jest pytanie o smoka . Tu się jednak dopiero zaczyna. Facet zaczepiony przez kelnerkę  pyta ponurym głosem po hiszpańsku o co chodzi . On jest tu szefem.  Pytamy czy mówi po polsku . Pada odpowiedź, że tak. W tym momencie poczułem się jak komornik na wizycie u gościa . Próbujemy nawiązać jakąś rozmowę, gość delikatnie mówiąc powściągliwy . Jego polski wskazuje, nie jak powiedział na 10 lat pobytu w Argentynie, ale na czwarte lub piąte pokolenie emigrantów z Polski. W czasie rozmowy mam wrażenie, że gorszego klienta niż ‘’rodaka’’ sobie właściciel  nie życzy. Dzięki szczerej niechęci rozmowa szybko zanika i po udzieleniu nam odpowiedzi na trzy pytania pozostawiamy namiastkę smoka w spokoju.

Nie wiem czemu i po co ktokolwiek kładzie na stół wielkie slogany i hasła. Wyciera gębę  Polską , kiedy jego ‘’ rodak ‘’ go tak bardzo boli . Knajpę można było nazwać w dowolny sposób.  Po co używać imienia wielkiego miasta dla przykrycia swojej małości  .

Jeśli zapragniesz drogi wędrowcze namiastki Polski w czasie podróży w Buenos Aires , wstrzymaj  się i poczekaj na powrót do kraju. I wtedy pojedź na południe Polski do starego miasta gdzie poczujesz się mile widziany .

 

P.S.

Do wizyty w Buenos razem z Grażyną wypiliśmy pewnie cysternę piwa w Argentynie  , ale dopiero w tzw. ‘’Krakowie ‘’ dostaliśmy piwo z dolewką  wody .

P1100114

To miejsce omijamy

Comments on: "Polak za granica cz. 1 Obrazili nasz kochany Kraków" (2)

  1. Marek Szczepaniak said:

    Marku,

    Może by tak szerzej opisać ten lokal – może właściciel zmądrzeje. Lokal być może ma swoją stronę.

    Może krytyczna ocena dotrze nie tylko do właściciela ale i do ewentualnych klientów.

    Takie miejsce winno być przystanią dla wędrowców (może jest przystanią dla emigrantów ?)

    Pozdrawiamy

    Marek Szczepaniak tel. 0048 61 8221 975, mobile +48 602 321 146, mszczepaniak@macro.net.pl

  2. Wybaczcie maluczkim bowiem nie wiedzą co czynią.Trzeba zaprosić ich do Polski i pokazać,że nie mają powodów aby wypierać się swego pochodzenia, Pozdrawiamy!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: