Archive for Czerwiec, 2014

Samaipata

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w małej wiosce. Można by było tu spędzić spokojnie tydzień, ale pogoda nie była zbyt sprzyjająca i nie zachęcała do kąpieli pod wodospadem . postanowiliśmy odwiedzić starożytne miasto i na tym poprzestać.P1150056

Nam pogoda nawet dopisała – padało przed naszym przyjazdem i w dniu wyjazdu.

P1150072P1150077P1150085

Kiedyś w tych wnękach siedziały mumie wodzów, ale dobrotliwi Hiszpanie spalili wszystkie

P1150090P1150103

Pierwszy raz z tym drzewem zetknęliśmy się na targowisku w  Sucre. Sprzedawca miał kawałek kory i kiedy go nacinał  kora dosłownie krwawiła.

P1150106P1150110P1150115P1150135

Bonito

Przypadek sprawił, że dotarliśmy tutaj i to był naprawdę wspaniały zbieg okoliczności. Atrakcji w tym mieście jest całe mnóstwo . Od nurkowania w cenocie, pływanie z rybami chodzenie po rezerwatach i wiele innych.Nam starczyło czasu i pieniędzy tylko na pływanie w rzece, ale pełnej ryb . Największa jaka  nas minęła miała ponad pół metra. I była drapieżnikiem .

Film z podwody

P1150028

Źle wykręcony nr i nie ma łba

P1150030P6050534P6050544P6050545P6050547P6050551P6050552P6050554P6050558P6050561P6050568P6050573

Gdyby nie maska to w zębach bym tą rybę wyciągnął

P6050575P6050577P6050581P6050589P6050618P6050620P6050643P6050645P6050654P6050656P6050664

Pierwsza tyrolka do wody i do tego do krokodyli

P6050670

A potem pokazali nam inne zwierzątka z rzeki

P6050684

42 na 42

Przez to  całe zamieszanie w Paragwaju zaszło pewne zdarzenie . Do Brazylii mieliśmy pojechać dopiero po Ekwadorze,ale skoro karma tak decyduje to już trudno. Przez to wydarzenie na swoje 42 urodziny znalazłem się w moim  42 kraju. Ot  taka miła niespodzianka.

Brasil

Skoro nas nie chcą w Paragwaju to trudno. Obracamy się  na pięcie i maszerujemy w stronę Brazylii . Mieliśmy dopiero za miesiąc tam dotrzeć, ale trudno . Wyszukałem jakieś połączenie autobusowe do granicy brazylijskiej i lecimy dalej. Po drodze w autobusie znajduję informację o parku, który jest niedaleko od naszej trasy. Trzeba tylko odskoczyć z 200 km w bok i będziemy w Bonito. Już sama nazwa jest zachęcająca. O Brazylii tak naprawdę niewiele wiedziałem . Pierwsze skojarzenie  niewolnica Isaura.  Potem szybko rozwijający się kraj Ameryki Południowej, bieda i slamsy. Z każdym miesiącem podróży  rośnie moje przekonanie o otępiającym i schematycznym widzeniu świata przez Europejczyków. Zapatrzeni w swoją doskonałość powtarzamy w mediach schematyczne opowieści o innych. A dla mnie wizyta  w Bazylii jest jak odkrywanie nowego, nieznanego lądu. Na razie widzieliśmy niewiele- mały kawałek wielkiego państwa . Ale już pierwsze wrażenia są  oszałamiające. Zadbane asfaltowe drogi , piękne uporządkowane miasta . Usługi na bardzo wysokim poziomie .W Europie niewiele jest tak  dobrze zorganizowanych miejsc. Kierowcy autobusów i obsługa terminali autobusowych zna język angielski, w innych państwach to rzadkość.

P1150021

Moto taxi  super rozwiązanie na korki- są całe postoje czekające na klientów

P1150027

W Argentynie takie samochody służyły do normalnej pracy (w troszkę gorszym stanie) Tutaj są ciekawostką.

Iguazu

Park robi fantastyczne  wrażenie .  Wszystko dopracowane. Po parku jeździ kolejka, którą można skrócić sobie spacer. Sam Iguazu jest grupą  wodospadów . Można oglądać je z góry , boku i dołu, a nawet podpłynąć pod sam wodospad. Zwiedzania jest na cały dzień od rana do zmierzchu. Dzięki planowaniu – albo -raczej mieliśmy farta – park odwiedzamy w słoneczny dzień. Tak  jak widać tęcza towarzyszy nam przez cały czas.

Filmy z

Iguzazu 1

Iguazu2

P1140717P1140730P1140737P1140747P1140753P1140842P1140872P1140884P1140918P1140919

Ale pyszne pędraki

P1140927P1140929P1140933P1140935P1140941P1140946P1140949P1140957P1140976P1140989P1140991P1140993P1150009P6020405P6020406P6020416P6020442P6020447P6020461P6020466

Historia z morałem

No to jesteśmy w Ciudad del Este .  Teraz pozostaje nam złapać autobus do Puerto Iguazu i zobaczmy Wodospad. Na dworcu znajduję połączenie  autobusowe. Autobus wyjedzie z Paragwaju i zatrzyma się w Argentynie przejeżdżając przez Brazylię . Standardowa procedura przejazdu międzynarodowego autobusu zakłada zatrzymanie się na granicy , ostemplowanie i dalszy przejazd., Ale. Ten autobus żyje według innej zasady . Siedzimy sobie grzecznie w autobusie czekając na punkt kontrolny Paragwaju  kiedy widzę, że autobus mija wjazd na most graniczny i jedzie dalej . Razem z Grażyną kombinujemy: pewnie będzie wspólny punkt odpraw. Takie punkty widzieliśmy na granicy Chile – Argentyna . Jeden budynek w nim jedno okienko Chile, drugie Argentyna . Po około 30 min autobus staje i mamy punkt graniczny, ale tylko argentyński. I tak stajemy się posiadaczami pieczątki argentyńskiej, ale jesteśmy bez wyjazdowej z Paragwaju. I co teraz ?  W hostelu siadam do internetu. Szukam gzie się da i mam odpowiedź . Paragwajski system strzyżenia turystów jest prawie perfekcyjny. Internet jest pełen podobnych historii . Teraz już nic nie możemy zrobić. Jedziemy na Iguazu , potem  zobaczymy co dalej. Następnego dnia po wizycie postanawiamy wrócić do Paragwaju i załatwić sprawę wyjazdu. Przeczuleni wydarzeniami z wyjazdu z  Paragwaju na punkt graniczny Argentyny idziemy na piechotę  dostajemy pieczątki , i czekamy na autobus, który powinien tędy przejeżdżać. I kolejny szok. Autobus zabierający ludzi z Argentyny zatrzymuje się na punkcie kontrolnym. Ludzie spokojnie biorą pieczątki i jadą dalej . Łapiemy busa ciekawi co dalej . I tu kolejne zdziwienie. Kiedy autobus podjeżdża do granicy paragwajskiej zatrzymuje się, a do środka wchodzi pracownik imigracyjny i pyta kto na odprawę ( czyli można ). Grzecznie wychodzi z autobusu i idziemy do odprawy . Gość przegląda paszport i mówi nie macie pieczątki wyjazdowej . Tłumaczę spokojnie, że autobus się nie zatrzymuje, nie ma możliwości wyskoczyć z niego, a on mi na to: wiem, ale nie ma pieczątki. Przekazuje nasze  paszporty do drugiego nieco młodszego pracownika . Ten zaczyna mi tłumaczyć, że nie ma sprawy, ale trzeba zapłacić karę. Jeszcze raz opowiadam: autobus przejechał punkt graniczny i  nie miałem możliwości zdobyć pieczęci. Na nic moje tłumaczenia . W końcu przynosi co ? Cennik przygotowany na tą okazję. Cztery pozycję najbardziej zaznaczona opłata za brak pieczątki wjazdowej i wyjazdowej. Cała rozmowa z jego strony  prawie szeptem . Grażyna wchodzi w rozmowę i mówi my Polacy bez pracy to za dużo ( chodzi o 50 USD od osoby). Z jego strony pada propozycja jedna opłata za dwójkę – już widzę dokąd zmierza ta rozmowa. Zabieram paszporty i tłumacze gościowi- Skoro jest problem z naszym wjazdem do Paragwaju to do Boliwii pojedziemy przez Argentynę . Gość widzę, że lekko zdziwiony – takiego scenariusza nie przewidział. Widzę, że nie bardzo kuma więc mu powtarzam i w formie pytania i oczekuję potwierdzenia z jego strony . Teraz załapał i odpowiada ” w porządku” . Obracamy się i wychodzi w kierunku Brazylii. I w ten oto sposób pozbawiliśmy się szansy wyjazdu na misje jezuickie. Ale za 50 USD to choć kawałek Brazylii zobaczymy. Pewnie to nasza wina, że nie byliśmy dość czujni,  ale system  nie jest dziełem przypadku. Na granicy argentyńskiej bus staje przy wyjeździe i wjeździe .W Paragwaju tyko raz –w punkcie kasowania turysty.Piszę to ku przestrodze innych, aby sami troszczyli się o wpisy w paszporcie .

Zapora

Skoro już mamy niedaleko to trzeba odwiedzić drugą co do wielkości w świecie hydro-elektrownię. Projekt brazylijsko-paragwajski. Oba państwa na granicznej rzece wniosły zaporę i hydro-elektrownię. Widać prawdziwy rozmiar . Jest co podziwiać. Każdy z krajów ma po 10 turbin. Przy czym Paragwajowi ta ilość pokrywa prawie całe zapotrzebowanie na energię elektryczną .Elektrownia jest lokalną chlubą i jej zwiedzanie z przewodnikiem autobusem jest darmowe.

P1140683P1140697P1140701P1140704P1140709P6010388

Paragwaj Asucion

Już nocny wjazd do stolicy robi wrażenie. Ulice pełne reklam świetlnych. Jeden z podróżnych w zachwycie żartuje- Las Vegas. Po reszcie Ameryki, którą widzieliśmy miasto naprawdę robi wrażenie. Wydaje się w pełni nowoczesne i czyste. W samym mieście nie ma nic specjalnego do zobaczenia , więc szybko udaje się nam zwiedzić zestaw obowiązkowy. Turystów jak na lekarstwo , nawet w hostelu jest więcej lokalsów  niż turystów.  Jak coś kupujesz ludzie pytają skąd przyjechałeś. Po mieście krążą stare i bardzo szybkie autobusu zatrzymujące się na żądanie. Sama jazda autobusem jest świetną okazją do zrobienia  zakupów . Co skrzyżowanie do  autobusu wsiadają sprzedawcy. Można kupić prawie wszystko: od 2m kawałka gumy do majtek , przez proszki do prania, bułki , papierosy, skarpetki i co tylko można zapragnąć.Całkiem sprytne rozwiązanie. Zanim dojedziesz do domu zrobisz zakupy.

P1140639P1140641

Pamiątka z ostatniej bardzo krwawej wojny Paragwaju z sąsiadami

P1140645

I darmowe przedstawienie z dopływaniem do okrętu szalupą na odcinku 2 m

P1140646P1140650P1140654P1140659P1140661

Teatr

P1140663P1140666P1140677

Prochy bohaterów narodowych

Wyprawa do Iguazu

Nic nie zapowiadało, że ten mały wyskok będzie tak  emocjonujący. Nie udało nam się wcześniej odwiedzić wodospadów, więc zrobimy to teraz. Sprawa wydawała się prosta . Z Sucre znajdujemy autobus do Asucion, co prawda  z przesiadką, ale ma to być przyjemny przejazd . Przy zakupie biletu odpytuję panią ile czasu jedzie autobus i jakiego dnia i o jakiej godzinie będziemy w Asucion. Wszystko skrupulatnie zapisuję i wracam do hostelu . Autobus ma przyjechać na miejsce 28.05. o godz.20.00. Nie ma co kombinować rezerwuje hostel. Wyjazd jak wyjazd. Pierwszy autobus mocno zdezelowany – ale taki miał być, drugi na dłuższą część trasy ma być podobno lepszy. Niedaleko za miasteczkiem kończy się asfalt. Autobus jedzie po rozmiękłej ziemi 30 –40 km na godzinę . Buja i rzuca na starych zdezelowanych fotelach. Zaczyna powoli do mnie docierać że coś jest nie tak , w takim tempie nie dojedziemy na miejsce przesiadki przed 28 . Droga ciągnie się niemiłosiernie. Godziny płyną powoli . Tak po 4 godzinach   postanawiam spytać kierowcę, o której będziemy. Odpowiedź zwala mnie z nóg – maniana. Nie mówi nawet godziny – czyli to może być jutro albo rano. Moja rezerwacja na hostel jest nic nie warta. I tak Do Villa Montes docieramy 28.05 o godzinie 10 rano, po 16 godzina jazdy. Nich tą babę z kasy w Sucre …….. Tutaj następna niespodzianka autobus do Asucion odjedzie, ale o 2 w nocy dnia następnego. Mamy kolejne godziny na czekanie ( kolejne życzenia dla pani kasjerki). Kiedy kupowaliśmy bilety w kasie w Sucre cena za przejazd z Villa Montes do Asucion wynosiła 68 USD . Kobieta poprosiła o przedpłate i zapewniła, że bilet dostanę w Villa Montes. I jaka niespodzianka bilet dostaję, ale na bilecie jest kwota 50 USD – kolejne życzenia dla kasjerki z Boliwii. W nocy przyjeżdża autobus do Asucion , ale standard jest identyczny do poprzedniego autobusu.  Z obiecanego sypialnego jest zwykły. Według opisów przed nami 17 godzin w tym staruszku. Podobno dojedzie na 20.00 dnia następnego. Do granicy pomyka całkiem żwawo.W środku nocy zatrzymujemy się przy malutkim budyneczku – to odprawa Boliwii, dość szybkie  formalności i jedziemy na granicę Paragwayu. Tutaj jest jak z filmów o więzieniu . Autobus zatrzymuje się pod zadaszeniem. Ludzie muszą wyjść, ułożyć swoje bagaże na drodze i ustawić się na wprost nich . Wszyscy pasażerowie stają w równym rządku. Przed nimi bagaże. Pies policyjny dwukrotnie przechodzi wzdłuż bagażu  . Wyglądamy jak wojsko przed odlotem, albo więźniowie z dobytkiem.Teraz z szeregu wyciągane są  pojedynczo osoby z bagażem – i jest szczegółowa rewizja . Wszystko jest pieczołowicie wyciągane i sprawdzane. Pechowcy mają kontrolę osobistą. Ja sobie nie przypominam tak szczegółowych kontroli nigdzie – sprawdzają nawet miękkie elementy plecaka. W trakcie przeszukania pytania, dokąd po co, dlaczego – co oni w tym Paragwaju mają ? Po tym upokarzającym przedstawieniu  załadunek do autobusu i jazda dalej. Z tym jazda dalej to trochę pojechałem Droga od granicy jest jak z wojennych filmów. Cała w lejach jak po bombardowaniu . Autobus na chwilę nabiera prędkości i zaraz hamuje, aby powoli przejechać przez lej. Czasami piłując podłogą resztki asfaltu. Droga przez Paragwaju jest jakimś nieporozumieniem. Aby pasażerowie nie byli zbytnio znudzeni co pół godziny do godziny posterunki policji. Autobus się zatrzymuje. Policja sprawdza bagażniki , niektóre bagaże wewnątrz autobusu i czasami paszporty . W czasie przejazdu ten cyrk powtarza się 17 razy . 17 razy te same czynności, takie same sprawdzanie. Czego oni  szukają? Nikt w autobusie nie wie – podobno poszukiwania są okazją do wyciągnięcia łapówki . Bo na pewno nie służy to bezpieczeństwu. Po którejś kontroli już wiedzieliśmy, którą torbę będą sprawdzać i kogo skontrolują. W opisach internetowych kraj ten słynie z łapówkarstwa. I tak stajemy na chodniku w stolicy o godzinie 24-nie o 20 i nie 28 tylko 30 maja.W hostelu jesteśmy koło 1 rano, a to oznacza niewiele czasu na wyspanie się.

25 May Wielka fiesta

Najważniejsze święto w kraju. Cała stolica maszeruje każdego dnia inne  formacje.Trzy dni marszów w  rytm jednego utworu.

P1140482P1140486P1140487P1140493P1140497P1140507P1140513P1140515P1140518P1140519P1140523P1140525P1140532P1140533P1140537P1140554P1140567P1140571P1140578P1140583P1140584P1140585P1140588P1140597P1140614P1140616P1140619P1140620