Rio Napo

Ach, jak się człowiek naogląda  programów w telewizji , naczyta książek to mu po głowie chodzą różne pomysły. Tak było i tym razem . Tylko czemu  jak ktoś pojedzie pomiędzy parę drzew to pisze jakby odkrył nową planetę ?

Ale to wyjaśnię przy innej okazji. Teraz pora na realizację pomysłu . Według wielu to będzie wyprawa przez najdziksze rejony ziemi , dla mnie tylko droga z większą ilością niewiadomych. Planujemy przepłynąć szmat drogi z miejscowości Coca w Ekwadorze do Manaus w Brazylii, coś około 3000 km. To dalej niż z Warszawy do Portugalii . W internecie są opisy podobnych przedsięwzięć, tylko, że tutaj wszystko jest loterią. Start.: Z Coci prawie cudem udaje się nam załapać statek do granicy. Cudem, bo z powodu fiesty na rzece wszystkie bilety wyprzedane i łapiemy się na dodatkowy kurs . Tutaj nie ma dróg. Jedyny transport to rzeka.  Ludzie, towary, paliwo wszystko pływa po rzece . Tutaj nikt nie marzy o nowym samochodzie. Prawdziwy hit to porządna łódka z potężnym silnikiem. Nasza łódź to mała menażeria . Są ludzie , zwierzęta i towary . W ciągu 8 godzin wśród śmiechu i śpiewu pasażerów dobijamy do Nuevo Rocafuerte. Teraz to już liczymy na fart . Wynajęcie łodzi do Peru jest  dla nas za drogie. Możemy liczyć na lokalsa, który łaskawie weźmie nas na swój statek. Ale najpierw nocleg . Przechodzimy wszystkie hostele w mieście. Ceny zaporowe , i do tego właściciel jednego z nich  zapewnia mnie że do niego wrócimy . Pewnie nie spotkał nikogo z Polski, bo lekko się zdziwił jak zanocowaliśmy w namiocie na przeciw kapitanatu portu. Namiot stoi, no to na miasto . Miasteczko małe ( to mało powiedziane) dwie knajpy i trzy sklepy . Knajpę minęliśmy szybko bo tylko piwo mieli , wpadamy do sklepu . Zanim  kupiliśmy piwo  facet na ganku zaczął nas częstować swoim . Co zrobić, przysiedliśmy się do niego i od piwa do piwa, słowa do słowa  załatwiliśmy sobie następny transport, który ma być do Mazan, czyli mały skok przed Iqutos. Transport na barce pełnej piwa . Termin wyjazdu rano . Poczekamy – zobaczymy .  Rankiem zwijamy namiot i czekamy. Pojawia się kapitan i pojawiają się problemy – papierów odprawy nie ma, może będą za godzinę, a może za dzień . Kapitan boi się też nas zabrać, coś o przemycie gada . Nic to. Postanawiamy poczekać .Koło drugiej znów pojawia się  kapitan i potwierdza, że dziś pewnie nie wypłynie, ale ma dla nas transport do Patoja w Peru i tam mamy na niego zaczekać . Dla mnie super. Kolejny skok do zrobienia . I tu uwaga – gdybym był boso i w telewizji to teraz napisał bym tak : Przez najdzikszy rejon świata , drewnianą dłubanką prowadzoną przez indiańskiego przemytnika odbyliśmy podróż w stylu jakim nawet trudno zobaczyć w NG . Chyba przez ostatnie miesiące zrobiłem się odporny na zdziwienia. Teraz pomiędzy Ekwadorem i Peru popłyniemy Pekepeke , małą dłubanką z przemytnikiem . Choć na oko łódka nie budzi zaufania to jest dość szybka i bardzo stabilna. Płyniemy zatrzymując się przy różnych chałupach.: a  to zostawi jakiś pakunek , a  to kupi ryby , albo załaduje na przemyt kilkaset litrów paliwa.  Kiedy dopływamy do miasta w Peru nagle dłubanka staje, a nasz kapitan zarządza przekładanie ładunku , a dokładnie przykrywa naszymi plecakami beczki z benzyną . I tak zaczynamy przygodę z przemytem i do tego jeszcze zostaje zwerbowany do wyładunku tej benzyny.

P8161488P1170699P1170702_1170723P1170728_1170729P1170731_1170738_1170752_1170754P1170765P1170786P1170793P1170801P1170821P1170823P1170825P1170828P1170838P8171507P8171511P8171517P8171518P8171521P8171543P1170851P8171562P8171590P1170859P1170863P1170867P1170869P1170881P1170901_1170962

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: