Archive for Lipiec, 2014

Titikaka raz jeszcze

Po powrocie z kanionu postanawiamy pojechać na pływające wyspy . Tym razem bardziej prawdziwe niż te w Boliwii . Po stronie boliwijskiej są atrakcyjnie pływające wyspy , tyle że pływają one na plastikowych beczkach , a ludzie mieszkają na brzegu w murowanych domach. W Peru wyspy są prawdziwe , ludzie na nich mieszkają i żyją tylko dzięki turystom . Każda wyspa ma swojego wodza i skupia koło 6 rodzin . Mieszkańcy sprzedają upominki i oprowadzają turystów . Choć jest to typowe turystyczne miasteczko to naprawdę warto tu przypłynąć. Wodzu wysepki, którą odwiedziliśmy tłumaczył, że Titikaka jezioro jest w Boliwii, w Peru jest Titichacha  takie małe rozróżnienie . Wysepki są za kotwiczone , w przeciwnym wypadku wszystkie w ciągu nocy odpłynęłyby na boliwijska stronę. Z ciekawostek : na tym jeziorze nie używa się żagla mieszkańcy wolą wiosłować niż skorzystać z wiatru.

P7080943P1160177_1160191_1160193

Punkt kontroli i sprzedaży biletów

P1160197P1160199

W Polsce koty śpią na piecu tutaj raczej w środku

P1160202P1160204

Na pożegnanie kobiety z wyspy odwaliły szopkę z śpiewaniem w różnych językach – choć głosy miały naprawdę ładne

P1160205P1160206P1160211P1160215P1160216P1160217P1160219P1160220

Turyści turystami a wyprać trzeba

P1160221P1160228

A oto i moja wysepka nazywa się TitiMarka na razie pusta czeka na zasiedlenie

P1160230P1160233P1160239P1160240

Reklamy

Kanion Colca

W ramach poprawy zdrowia postanawiamy zrobić mały wypad do kanionu Colca, uważany za najgłębszy na świecie . Jest to nasz pierwszy przejazd autobusem w Peru . I od razu widać specyfikę lokalnego transportu . Już od ruszenia autobusu zaczyna się handlowy show . Pierwszy wystąpi sprzedawca cukierków na sztuki , potem sprzedawca zdrowej żywności , sprzedawca książeczek i tak jakoś podróż zleciała . Były też filmy , zgodnie z tradycja boliwijską i jak widać peruwiańską w grę wchodzą tylko filmy : z gwałtami i brutalnymi morderstwami , choć najlepiej połączenie obydwu. Obecność dzieci w autobusie niczemu nie przeszkadza . Tak więc najpierw krzyczała naga kobieta, która uciekała przed gościem z siekierą , a potem dzieci w autobusie. Widać taka tu tradycja. Po trzech przesiadkach i dwóch dniach jazdy docieramy  nad brzeg kanionu.  Jest już dość późno, bo około 14, ale i tak postanawiamy zacząć nasz trzy dniowy spacerek na dno i z powrotem . Dziś tyko zejście o 1200 m w dół . Trasa to kręta i stroma ścieżka po zboczu. Pomimo, że dno kanionu jest suche i niegościnne , idziemy do wioski o nazwie Oaza. Parę godzin schodzenia z plecakami daje się we znaki , ale udaje się nam zejść do wioski przed nocą .Wioska naprawę piękna. Prawdziwy raj . Otoczona stromymi ścianami pełna zieleni i palm.  Drewniano murowane chatki z basenami . Gdyby nie dość wysokie ceny wspaniałe miejsce na dłuższy wypoczynek. Następny dzień bardziej urozmaicony. Mamy 600 m w górę i 600 m w dół i nieco po płaskim . Następny nocleg wypada w hostelu z basenami zasilanymi z gorących źródeł . Znowu chatki z kamienia i bambusa , o tyle ciekawe, że przez ściany widać na przestrzał .Małe uatrakcyjnienie to lawiny z kamienia i piasku schodzące ze zbocza obok hostelu. Jutro tylko spacer o 1200 m do góry i ,,zdobycie” kanionu za nami.

P1150981P1150994P1160001P1160010P1160013

Droga na dzień następny

P1160014

Zejście w dół strome i nawet  nie widać jak dalej biegnie szlak

P1160018P1160022P1160028

Nasz nocleg w Oazie

P1160031P1160033P1160039P1160045P1160051P1160060

Same kaktusy

P1160082

Nasza droga zejścia

P1160086P1160109P1160115

Z tyłu w tle gejzery

P1160121

W tym regionie kobiety mają najpiękniejsze stroje , i co ważniejsze wspaniałe wyszywane kapelusze

P1160127_1160132_1160137P1160166

Tak wygląda lokalny zestaw śniadaniowy.

P1160169

Arequipa

Obrazek

Nasz nowy artykuł

artyczer

Witaj Peru

I tak jadąc wzdłuż brzegów jeziora Titicaca wkraczamy do następnego państwa. Jazda idzie bardzo topornie , pedałowanie na prawie 4000 m sprawia nam problemy. Podjazdy pod górkę to prawdziwa mordęga .Już w pierwszym miasteczku wpadamy na fiestę . Wygląda na to, że całe miasteczko założyło stroje i wspólnie  tańczy na placu .

P1150847

No  takim pojazdem to można podróżować

P1150850P1150860P1150866P1150873

Dzieci próbują rozebrać na kawałki rower Grażyny

P1150874P1150881P1150888_1150917

Tutaj tak przewozi się żywe owieczki

P1150922P1150925P1150932

Kobieta siedziała przy drodze i wiała zboże

P1150935

Żeby nie było  wjechaliśmy rowerami na ponad 4000 m

P1150937P1150953P1150963

W jednej z mijanych miejscowości ludzie wyrabiali sznurki i liny

P1150967P1150971P1150974P1150975

Pożegnanie Boliwii

Z nieukrywaną radością żegnamy Boliwię. Jak na razie to najmniej  przyjemny kraj na naszej trasie . Kraj częstych protestów – nawet w ostatni dzień jadąc do granicy musieliśmy się przedzierać przez drzewa położone w poprzek drogi. Ludzie mało kontaktowi i od dzieciństwa uczeni łupienia turysty. Już wizyta w pierwszym większym mieście dała do myślenia . Na targowisku stała dziewczynka lat 6  , przed sobą miała wagę, na której można się było ważyć za drobną opłatą . Przed nami ważył się lokals i  dziewczynka wzięła od  niego 1 Bob , kiedy spytałem się o cenę to okazało się że dwa . Dopiero po dyskusji spuściła do jednego. I tak już  było przez cała Boliwię . Ceny prawnie  nigdy nie ma na towarach , bo zależy od kupującego . Zakupy na targowisku to  zupełnie inna sprawa. Tu cenę za kupione warzywa podaje kobieta patrząc na torebkę z warzywami, ot tak z głowy . Bułki można kupić po trzy , nie dwie , nie cztery – tylko trzy lub sześć. Jednego dnia kupisz u tej samej kobiety jogurt za 12 Bob, a już następnego usłyszysz cenę 15 Bob . Wszystko zależy od widzi misia sprzedawcy. Przed każdym zakupem trzeba się pytać o cenę , zawsze sprawdzać resztę. Kupując  bilet autobusowy sprzedawcy powiedzą ci takie bzdury że strach. Oszukają co do ceny typu autobusu  , godziny wyjazdu i przyjazdu. Czasami cenę przewozu roweru wołali 4 krotnie większą niż jest ogólnie przyjęta. W hostelach zawsze jest ciepła  woda i internet, ale prawie nigdy ich  nie znajdziesz. Co ciekawe oszukują nie tylko turystów, ale również swoich. Dla mnie  to nawet nie było rozczarowanie bo spotkani wcześniej turyści dawali sygnały o mało przyjemnych Boliwijczykach.  Ale po innych państwach Ameryki Południowej , gdzie ludzie byli bardzo życzliwi to co przeżyliśmy w Boliwii było bardzo przykre. Oczywiście nie wszyscy ludzie są tacy źli, ale przeważająca większość spełnia opisywane cechy.

P1150844P1150846P6250902

Isla del Sol

Święta wyspa miejsce narodzenia Inkaskiego Boga. Sama wyspa położona na lazurowym jeziorze. Choć na wyspie niewiele zostało z okresu panowania Inków to sam spacer  wzdłuż wyspy jest przyjemnością .No może był by przyjemnością gdyby na trasie każde mijane miasto nie wystawiało zbuja na pobór myta.  Oficjalnie są to opłaty za utrzymanie szlaku , a tak naprawdę z inkaskiej ścieżki zostało już niewiele, a restaurowanie polega na rozbierani resztek szlaku na budulec przez mieszkańców . Oczywiście nigdzie nie ma informacji o pobieranych opłatach . Wzdłuż trasy przemarszu brak toalet, a ta która jest przy punkcie opłat jest  płatna .

P1150676P1150687P1150694

Pierwsza dość autentycznie wyglądająca łódź

P1150699P1150703P1150716

Stół ofiarny niestety zajęty przez handlarza

P1150724P1150730P1150752P1150772P1150782P1150785

Pierwszy zbójecki posterunek

P1150786

I ostatni tym razem myto bierze kobieta

P1150788P1150794P1150801P1150812

Namiastka pływających wysp – na razie unoszą się na beczkach, ale liczymy na to, że jeszcze spotkamy te prawdziwe

P1150814P1150818P1150835P1150836P1150839

Pokwitowanie złupienia

P6220874P6220889

Nowy rok w czerwcu

Jak  w Europie tutaj Nowy Rok obchodzony jest zimą . Tyle, że zima wypada  tutaj w  czerwcu. Załapaliśmy się na tą imprezkę zupełnie przypadkiem. Już po kupieniu biletu na statek na Wyspę Słońca zobaczyliśmy plakat o imprezie ,,Sylwestrowej”. Szybko zakręciliśmy się wokół tematu, zmieniliśmy datę wypłynięcia
i szykowaliśmy się na imprezkę .

Całość imprezy zaczyna się jeszcze w nocy kiedy mieszkańcy wchodzą na pobliskie wzgórze, aby przez kamienny portal zobaczyć wchód słońca . Potem na pobliskich ruinach inkaskich można odebrać błogosławieństwo od szamana . Ale najbardziej kolorowa impreza zaczyna się później . Na plaży zbierają się wodzowie z rodzinami ubrani w stroje stylizowane na czasy inkaskie . A do brzegu na łodzi przybija główny wódz z małżonką i całą świtą . Na dziobie statku stoi szaman .

Całość z podkładem muzycznym z  głośników.

 

P1150341P1150346P1150353P1150362P1150405P1150415P1150422P1150440P1150443P1150454_1150496P1150510P1150544P1150547P1150548P1150567P1150570P1150574P1150580P1150582P1150587P1150598P1150605P1150611

W trakcie imprezy w tle tradycyjnie ubrane kobiety siadały z pakunkami

P1150615

Spalenie ofiary

P1150622

Jak tylko zapłonęła ofiara wszyscy rzucili się na jedzenie przygotowane przez kobiety

P1150641P1150647

Fota z ,,żoną” wodza

P1150655

Ostatni element pojedynek procarzy – miotali pomarańczami

P1150660